Tuesday, 17 February 2015

Niedzielne zabawy z 18-miesięcznym dzieckiem

Czasem jakoś tak mam, że to całe niedzielne popołudnie jakoś mi się wlecze.
W zeszłą niedzielę jednak czas zleciał nam całkiem niepostrzeżenie :)

1. Poodkładałam najpierw na miejsce wszystkie zabawki walające się po podłodze. Z rotacyjnym systemem zabawek (klik do poprzedniego posta TU) zajmuje to tylko minutkę lub dwie.

Najpierw położyłam jej na krzesełku kilka wielkich lego-podobnych klocków (Mega Blocks). Reszta klocków była w koszyczku na ziemi.  Na początku Misia wykładała po jednym na krzesło, aż do opróżnienia koszyczka. Potem wkładała klocki z powrotem.

Za chwilę jej się znudziło i po ułożeniu wszystkich klocków na krześle, zamieniła się w zamaszysty miotacz klocków. Za każdym razem krzyczała "No!"

Na te krzyki przyszedł F. I trochę jej na złość wszystkie kocki znów na krześle poukładał mówiąc 'oui!' - francuskie tak.

Misia na to znowu wymiatała wołając "No!"

F. jej znowu poukładał, mówiąc "oui" kładąc każdy klocek.

Misia znowy klocki wymiotła. Na co F: "d'accord" - zgoda i zaczął zbierać klocki do koszyczka.

Misia za klocek z koszyka ekspresowo złapała i zaczęła układać klocki na krześle, mówiąc "oui"! :D

Nie ma to jak użycie psychologii odwróconej (reverse psychology). F sobie zaraz po tym poszedł.

To co stało się kilka minut później nas zagięło. Misia poukładała najpierw klocki jeden obok drugiego, a jak zabrakło miejsca, zaczęła je jeden na drugim układać. Budowała już z tych klocków tak do 4 elementów, a tym razem układała więcej i więcej. Budowla jej się parę razy rozpadła na pół, ale Misia w skupieniu łączyła klocki dalej. 

Dumna dowodząca budową Misia i jej 'żyrafa'? ;)



(W tym tygodniu dałam jej tylko klocki o podłużnym kształcie - "dwu i trzy-wypustkowe" że je tak sobie nazwę. Nie dałam jej klocków gdzie "wypustek" są dwa rządki, bo te jej się w małych łapkach nie mieściły. Okazało się to hitem!

Dzisiaj rano Misia z domu do żłobka nie chciała wyjść tylko "żyrafy" budować. Powiedziałam paniom w żłobku, żeby dziecku klocki skombinowały i obiecały tak zrobić.)

2. Po drzemce przygotowałam Misi tacę, rondelek, miseczki, trzy łyżeczki i płatki śniadaniowe.

Mieszało dziecko łyżeczkami..


Przesypywało dziecko rondelkiem...


Przy okazji zjadło trochę pełnoziarnistych węglowodanów :)


Po czym zwiała się wspinać :)


3. i 4. Budowałyśmy wieżę z drewnianych klocków.

Na koniec podsunęłam Misi zalaminowane karty z obrazkami przedstawiającymi wyrażenia dźwiękonaśladowcze (ściągnięte i podrukowane z blogu MiMowy z serii Ćwiczeń na zamówienie stworzone przez panią Martę Marzec z gabinetu Logat. Linki pod zdjęciem poniżej.)


http://blog.mimowa.pl/index.php/2014/11/cwiczenie-na-zamowienie-czesc-16-logat/

http://logat.edu.pl/

Chciałam ją namówić na dopasowywanie mniejszych kartoników z elementami do większych obrazków (tak jak po prawej), ale Misia miała własną inwencję twórczą..

Przeczytała mi A i E z samogłosek i odpowiedziała na pytania jak robią/mówią/ co to? rysunki z małych kartoników : tik tak, halo, hahaha, bi bi, bum bum, kap kap, klaskała w rączki. Pająka, skakanki i nutek jeszcze nie umie pokazywać/wyrazić w połączeniu z tymi obrazkami mimo, że umie mówić i powtarza hophop, w żłobku mówi spider na obrazek pająka i w książeczkach Kocham Czytać zna wszystkie przyśpiewki- Lalala Lololo Lululu Lilili i Mimimi.

Następnie jakieś 45 minut (! -następnym razem wezmę sobie książkę do czytania! :) ) wykładała wszystkie karty po jednej z pudełka po chusteczkach i wkładała je z powrotem.

Zajęta była niesamowicie. Odzywała się do mnie tylko jak się połapała, że jej się piosenka z "kle kle kle" skończyła i kazała sobie włączyć po raz n-ty. :)

Ta niedziela na długo przejdzie do historii jako dzień, w którym Misia bawiła się sama przez rekordowy okres czasu.

Nawet przez to, że stolik sobie stał, Misia zorganizowała sobie w pewnym momencie sama zajęcia stolikowe :) Żyć nie umierać :)

 

No comments:

Post a Comment